Na weekend wróciłam do domu – miałam przepustkę. W piątek dziewczynki miały występy w szkole, w sobotę Ania grała koncert w szkółce muzycznej. Nie mogło mnie tam nie być. Wiem, jak ważne jest dla dziecka, kiedy ktoś z rodziców jest na widowni.
I faktycznie – byłam. Obecna. Bez Woodli.
Bo G. powiedział:
„Wyluzuj. Nie myśl o tym. Zrobiłaś już bardzo dużo. Teraz ja się tym zajmę.”
Więc… się wyluzowałam. Chyba aż za bardzo. Bo przez cały ten czas nie pomyślałam o Woodli ani razu.
Pobyt był dziwny. Piątek – jeszcze w miarę zwyczajny. Sobota – nosiło mnie od rana, wkurzało wszystko. Niedziela – smętna, wyciszona. Ale udało nam się pójść na tenis, a potem do sauny (choć nie mam pojęcia, czy mogę w ogóle z niej korzystać na tych lekach... no ale cóż – było miło).
Dziś rano miałam moment:
„Wypisuję się. Wracam do domu.”
Ale kiedy stanęli przede mną lekarze – cykor. Zamiast rewolucji, opowiedziałam, jak minął weekend: manicznie – wysprzątana chata, energia nie do okiełznania; depresyjnie – niedzielne wyciszenie i pustka.
I znów – brak Woodli w głowie. I znów pytanie:
Czy w domu w ogóle znajdę na nią przestrzeń? Bo tutaj, na oddziale, mogłam się skupić w 100%. A tam? Dzieci. Praca. Rachunki. Codzienność.
Dziś wróciłam do obowiązków projektowych z proj-comu. Niby nic wielkiego, ale… wszystko zajmuje mi teraz więcej czasu. Kiedyś te rzeczy robiłam z palcem w nosie. Teraz? Myślę. Sprawdzam. Wracam. Zapominam.
No właśnie – zaniki pamięci. G. coś mówi – pięć minut później pytam o to samo. W rozmowach, w zadaniach, w ogarnianiu życia. Ja – kiedyś pamięć jak brzytwa. Dziś – mgła. Czy to choroba? Leki? Zmęczenie?
A Woodla… Dziś – lekka załamka.
Wróciłam do analiz, które kiedyś robiłam z moimi cyfrowymi asystentami (czytaj: AI). Chciałam przeliczyć, ile realnie kosztuje produkcja mozaiki. I co się okazało?
Mozaika formatu A2 to 13 godzin pracy. Przy 160 h miesięcznie, jedna osoba zrobi 12 sztuk A2.
A ceny?
Google Gemini mówi jasno: „Żeby to się spinało, A4 musi kosztować 730 zł, A3 – ponad 1100 zł, A2 – prawie 1800, A1 – 3570, A0 – ponad 7 tysięcy.”
Prawie spadłam z krzesła. Bo przecież… kto to kupi?! Ja bym nie kupiła.
I wtedy przyszedł pomysł ratunkowy: Co jeśli zrezygnować z passe-partout i ramy? Zostawić tylko samą sklejkę? A może jeszcze lepiej –
Mozaika do samodzielnego złożenia przez klienta?
Skróci to czas pracy, zmniejszy koszt, zwiększy dostępność. I może – uratować Woodlę.
Lecę to przedyskutować z Mietkiem i resztą moich asystentów. Jeszcze nie składam broni.
Podpowiedź:
Możesz usunąć tę informację włączając Plan Premium