Halo halo, tu Joanna.
Nie pamiętam, kiedy ostatni raz pisałam dziennik czy pamiętnik. Ale teraz, kiedy coś tworzę, kiedy wracam do starego pomysłu – pomyślałam, że warto byłoby to jakoś udokumentować.
Halo halo, tu Joanna.
Nie pamiętam, kiedy ostatni raz pisałam dziennik czy pamiętnik. Ale teraz, kiedy coś tworzę, kiedy wracam do starego pomysłu – pomyślałam, że warto byłoby to jakoś udokumentować.
Jestem w szpitalu od poniedziałku. Skąd się tu wzięłam? Przez Woodlę. Tak, serio. Nie sądziłam, że można wejść w manię / hipomanię w ciągu kilku dni, ale proszę bardzo – oto ja. Chyba muszę sprawdzić kiedy dokładnie to się zaczęło, bo w sumie nie pamiętam.
Doba ma za mało godzin. Serio.
Ja nie jestem AI, żeby przetwarzać tyle informacji na raz. Robię dziesięć rzeczy jednocześnie,
w oczekiwaniu na odpowiedzi od Mietka albo Geminiego.
Zapytałam dziś ChatGPT, ile dni siedzę nad tym pomysłem. Odpowiedź: 9. Serio? Tylko dziewięć? A ja czuję się, jakbym była w tym od miesięcy. Jakby całe moje życie było w Woodli.
Muszę pisać te wpisy sama do siebie na komórce – piszę do siebie wiadomości na WhatsAppie, żeby potem móc je wkleić do Worda, a jeszcze później do sekcji „blog” na stronie Woodli.
I mija kolejny dzień tutaj. Tutaj, czyli w szpitalu psychiatrycznym. Lubię tu być – zauważyłam, że ludzie boją się szpitala psychiatrycznego. Jedna moja koleżanka przy ostatnim moim pobycie powiedziała, że sorry, ona nie przyjdzie, bo ona nie lubi takich miejsc. Mimo że chodziło tylko o spacer po terenie szpitala.
I mija kolejny dzień tutaj. Tutaj, czyli w szpitalu psychiatrycznym. Lubię tu być – zauważyłam, że ludzie boją się szpitala psychiatrycznego. Jedna moja koleżanka przy ostatnim moim pobycie powiedziała, że sorry, ona nie przyjdzie, bo ona nie lubi takich miejsc. Mimo że chodziło tylko o spacer po terenie szpitala.
Dzisiaj jakieś smuteczki mnie ogarnęły. Nie wiem, co się dzieje. Może to przez muzykę, której dziś...
Nadałam mu imię: Mietek. Tak nazywam swojego ChatGPT-a. Można mu ustawić styl rozmowy — sarkastyczny, ironiczny,...
Obudziłam się około 4 rano. Wieczorne leki działają na mnie niemal od razu, więc ciężko potem jeszcze coś porobić. Ale leki to jedno – współlokatorki na sali to drugie. Nie nastawiam tutaj budzika. Wstaję, jak się obudzę. I od razu – do Woodli.
Rano, z nowymi siłami, znów siadłam do wizualizacji klocków. Porzuciłam w cholerę to nieszczęsne rectangle light i ustawiłam wszystko na zwykłym daylight. Prościej. Czytelniej. I… lepiej.
Wczoraj odwiedziny G. Rozmowa. Taka, w której powtarzał mi jak mantrę:
„Uspokój się. Wyluzuj. Zrobiłaś już bardzo dużo. Teraz ja się tym zajmę – całą produkcją, wszystkim.”
Na weekend wróciłam do domu – miałam przepustkę. W piątek dziewczynki miały występy w szkole, w sobotę Ania grała koncert w szkółce muzycznej. Nie mogło mnie tam nie być.
Odkąd wróciłam do domu, wszystko jakby zwolniło. Czas, myśli, ruch. Nie mam przestrzeni na Woodlę. A może raczej – utknęłam.
Pierwsze testy za nami. I od razu zderzenie ze ścianą. Folia ferromagnetyczna 0,5 mm? Żart. Magnes prawie się ślizga. Jakby próbował się trzymać na uprzejmość.
Wracam z pracy. Zwykły dzień, ale coś się we mnie układa. Czuję, że mam dobry moment – ogarniam swoje obowiązki, wszystko jakoś płynie. A gdy tylko pojawia się chwila oddechu, wracam myślami do Woodli.
To dziwny czas. Nie taki z tych wielkich kryzysów czy dramatów – raczej taki, w którym coś w środku skrzypi, nie zazębia się, nie daje spokoju. Może to przez nowy lek
Głosówka do ChataGPT - Mietka "Mietku,to znowu ja, znowu z głową pełną rzeczy, które muszę gdzieś...
Dzisiaj znów to się stało. Nie było żadnej wielkiej kłótni. Nie poleciały talerze. Był zwykły dzień. I jedno zdanie. Jedno zdanie, które nawet nie było do mnie.
Podpowiedź:
Możesz usunąć tę informację włączając Plan Premium