Wczoraj odwiedziny G. Rozmowa. Taka, w której powtarzał mi jak mantrę:
„Uspokój się. Wyluzuj. Zrobiłaś już bardzo dużo. Teraz ja się tym zajmę – całą produkcją, wszystkim.”
Niby słowa wsparcia. Niby ulga. Ale we mnie – niepokój.
Bo to nie jest moja pierwsza mania. A jeśli czegoś mnie nauczyła choroba, to tego, że mania zawsze mija. Jakby ktoś pstryknął palcami. I po niej… zostaje pustka. Zjazd. Czerń. Depresja, która wciąga jak głębina.
Więc ja się nie łudzę. Nie mówię sobie: „Tym razem będzie inaczej.” Ja to wiem. Znam ten mechanizm. Znam siebie w tym trybie.
I jednocześnie… Teraz jest inaczej. Bo jest G. Bo ma mnie kto złapać, zanim zniknę pod wodą. Bo może tym razem, zamiast utonąć – przejdę przez to wszystko suchą stopą?
Może nie zatraci mnie ten ocean, który od lat mieszka mi w głowie. Może tym razem uda się wyjść z tej fali z czymś ocalonym.
Podpowiedź:
Możesz usunąć tę informację włączając Plan Premium