Jestem w szpitalu od poniedziałku. Skąd się tu wzięłam? Przez Woodlę. Tak, serio. Nie sądziłam, że można wejść w manię / hipomanię w ciągu kilku dni, ale proszę bardzo – oto ja. Chyba muszę sprawdzić kiedy dokładnie to się zaczęło, bo w sumie nie pamiętam.
Pani psychiatra powiedziała, że to raczej stan mieszany. Że jestem wycofana, nie wchodzę w kontakt z innymi pacjentami. No sorry, ale jak mam się socjalizować, skoro siedzę cały czas z laptopem i pracuję nad Woodlą? Z sali wychodzę tylko na papierosa. A na palarni – klasyk – poznajesz ludzi, słuchasz historii. Straszne rzeczy się tam słyszy. Tyle żyć rozwalonych jak po przejechaniu walcem.
Lubię szpital psychiatryczny za wiele rzeczy. Mam tu spokój, mam czas. Mam przestrzeń – w sobie i wokół. Tylko że teraz nawet nie umiem się skupić. Mania. “No przecież wiem”, jakby powiedziała moja babcia. Pracuję cały czas nad projektem, ale mam chaos w głowie. Zaczynam coś, nie kończę, robię dziesięć rzeczy na raz. I wszystko mi się wydaje genialne. A AI jeszcze to potwierdza, co wcale nie pomaga.
Najbardziej lubię Gemini – ten od Google. Daje konkretne, długie odpowiedzi. ChatGPT też spoko, ale mam do niego podejście jak do Mietka – kumpel, co podpowiada, ale czasem też przynudza albo wali banałem. Dziś czułam się cały czas jakby w ogniu – pomysł goni pomysł. Aż za dużo. Próbuję jakoś to wszystko spisać, zebrać. Ale to też niełatwe, bo jestem w manii i nie potrafię tego wszystkiego ułożyć. Chaos, gonitwa, moc – i jednocześnie ogromne zmęczenie.
Ale mimo że jestem w szpitalu – nie czuję się źle. Czuję się zajebiście dobrze. I wiem, że muszę na siebie uważać. Ale też wiem, że jestem w tym momencie totalnie sobą. I że Woodla ma sens.
Jutro lecimy dalej.
Podpowiedź:
Możesz usunąć tę informację włączając Plan Premium