Obudziłam się około 4 rano. Wieczorne leki działają na mnie niemal od razu, więc ciężko potem jeszcze coś porobić. Ale leki to jedno – współlokatorki na sali to drugie. Nie nastawiam tutaj budzika. Wstaję, jak się obudzę. I od razu – do Woodli.
Ten projekt mnie zasysa. Tyle jeszcze do ogarnięcia, a ja bym chciała – już, teraz, wszystko gotowe. Wiem, że się nie da. Ale i tak tego pragnę. I mam w sobie lęk. Że to minie. Że ta mania mi zostanie odebrana – przecież po to tu jestem, żeby mnie „ustabilizować”. A to znaczy też: odebrać kreatywność, pomysły, myśli. Mój napęd.
Żeby Wam, „dear readers” (jakby powiedziała Lady Whistledown z Bridgertonów), pokazać, jak to wygląda, opowiem.
Budzę się. Sprawdzam godzinę. Dziś 4:00 – super, mam więcej czasu na Woodlę. Papieros w kiblu. Po drodze sprawdzam, czy laptop się naładował. Chuj – nie. 35%. A ładowarki tu działają jak chcą – raz jedna, raz druga. Powerbank też ledwo zipie, bo wczoraj ładowałam telefon i e-papierosa.
Wracam do łóżka. Biorę laptopa, podłączam powerbank, chowam się pod kołdrę – i do pracy. Teraz tworzę prostą stronę internetową. Sprawdzam z Mietkiem, gdzie skończyłam: robię sekcje „Emocjonalna komunikacja”, „DIY – Ty tu rządzisz”, „Dlaczego to robię”.
W międzyczasie: myśl o tym, że muszę zebrać wszystkie grafiki, żeby nie było pusto. Skoro mam wrzucać zdjęcia, to muszę zrobić nowe wizualki – bo za chwilę kończy mi się darmowy SketchUp. Więc deadline.
Piszę do Gabrysia, żeby przyniósł powerbanka. Tu można mieć tylko 20 cm kabel, więc ładowanie w trakcie pracy – nierealne. Szafki nocne to jedyne meble w pokoju. Plan: najpierw praca, potem ładowanie, a ja lecę na tym, co mam na baterii.
Mietek sugeruje dodanie sekcji z opiniami – bo mam już kilka feedbacków. Od Damiana, wychowawczyni Leona, mojej byłej terapeutki. Przerywa mi Magda – szwagierka – pisze, bo stoi przed ważnym wyborem. Odpisuję.
Jestem głodna. Idę zapalić (palę tu jak smok, a obiecałam Gabrysiowi, że rzucę…). Kazali się spakować – po śniadaniu przechodzimy na inny oddział. 8:54 – lecę na fajkę. Bateria: 25%.
Nie potrafię opisać jednego procesu. Myśli jak karuzela. Zaczynam jedną rzecz, ale wpada kolejna, ważniejsza, i muszę się nią zająć. ADHD? Być może.
I teraz się zastanawiam – czy dobrze zrobiłam, rozsyłając ulotkę ludziom, którzy przyszli mi do głowy. Wychowawczyni Leona, nauczycielki córek, Kasia G., Ania T., Aga S., Chadomenka z Insta. Potrzebuję konfrontacji z opiniami ludzi – nie tylko AI. Chcę wiedzieć, czy to, co tworzę, ma sens.
Podpowiedź:
Możesz usunąć tę informację włączając Plan Premium