Niby chcę pisać codziennie. Ale życie poza szpitalem to nie blogerskie sanatorium. Niby więcej swobody, zero stukania przeszkadzającego współlokatorom... a jednak jakoś trudniej się zebrać. Tam miałam więcej ciszy w głowie — tu mam pralkę, pracę i próbę ogarnięcia wszystkiego naraz.
Wracam do roboty i co? Jestem bardziej skupiona niż przed szpitalem. Serio. Sama siebie nie poznaję. Czasem, jak szef znika z biura, mam ochotę odpalić bloga i pisać w najlepsze. I tak nikt by się nie zorientował — w końcu mógłby to być mail, opis techniczny, albo inne mądre pierdoły.
Ale nie. Jeszcze się powstrzymuję. Jeszcze.
Ale nie. Jeszcze się powstrzymuję. Jeszcze.
Podpowiedź:
Możesz usunąć tę informację włączając Plan Premium